Nie chcę, ale muszę…

11 listopada 2013    

Wczoraj usiadłam do komputera, bo przypomniałam sobie, że dawno nic nie pojawiło się na blogu. Czułam jakiś wewnętrzny przymus, taką presję, której ciężko się oprzeć , choć mało była ona związana z tym  czego naprawdę chciałam. Pewnie znacie ten przymus : POWINNAM coś napisać, coś zrobić, jakoś się zachować……Jeśli sami to znacie z własnych doświadczeń , to pewnie już wiecie, że gdy czujemy taką presję i nie jest ona powiązana z tym, że mamy na coś ochotę , to najczęściej nic dobrego z tego nie wynika. Tak też się stało. Nie pojawił się żaden temat, którym chciałabym się z Wami podzielić, nie było  też zapału, słowa nie układały się i brakowało ich ciągle. Było beznadziejnie. Po godzinnej przepychance, poddałam się. Dziś rano poczułam coś zgoła innego. Wiedziałam czym się chcę z Wami podzielić, czułam w sobie zapał i z chęcią złapałam za długopis i zeszyt. Bez żadnego przymusu napływały słowa. Nie musiałam długo się zastanawiać, nie miałam kłopotu z tematem. Przez moje wczorajsze doświadczenia temat sam się pojawił.

Staram się ze sobą nie walczyć. Przyznam, że taka postawa „ czekającego na impuls” wcale nie jest postawą, która zapewnia komfort i przyjemność, bo jeśli całymi miesiącami nie pojawia się „impuls”, na przykład zrobienia porządków w dokumentach, to całymi też miesiącami przeżywam umiarkowane zniesmaczenie i brak komfortu. Zaraz wyjaśnię dlaczego to jednak dużo lepsza opcja. Jeśli posłucham przymusu i w efekcie zderzę się z porażką, bo zabraknie mi chęci i energii na to, aby wykonać zadanie, to potwierdzę to że jestem beznadziejna, że nie potrafię, że nie dałam rady. U wielu z nas pojawia się w głowie taki wewnętrzny głos, który podpowiada szeptem co macie zrobić, aby zasłużyć na akceptację:

„Będziesz dobra jak zrobisz porządek w dokumentach”

„ A jeśli nie zrobisz, to będziesz do niczego”

Dlatego ja czekam na „IMPULS”, nie walczę ze sobą. Akceptuje fakt, że jestem niepoukładana, średnio ambitna, trochę bałaganiarska. Zaakceptowałam to i żyje ze swoim średnim komfortem i lekkim niesmakiem. Wolę to niż ten ciągły „ordnung”- muszę i powinnam. W zeszłym tygodniu przyszedł „impuls”. W ciągu jednego dnia zrobiłam porządek w dokumentach, w ciągu drugiego dnia poprzebierałam ciuchy i opróżniłam szafę z mało potrzebnej odzieży, w ciągu trzeciego dnia, kupiłam dwie szafki, dwa krzesła oraz zamówiłam rolety na okna. Już jest ślicznie, porządnie i tak jak chcę. Ten impuls wziął się z wnętrza, z motywacji związanej z kochaną osobą. Poczułam, że chcę zrobić niespodziankę mojemu mężowi i gdy dzięki impulsowi zrobiłam to co zamierzałam, opanowała mnie dziecięca radość , spontaniczna i wesoła. Cieszę się jak dziecko z tej niespodzianki. Czy gdybym była taka poukładana i porządna mogłabym to tak przeżywać?

Ten czas czekania na impuls to czas łagodności dla siebie, zrozumienia, że nie musimy być idealni, że mamy wady, że może nam się nie chcieć. Spróbujcie być dla siebie wyrozumiali. Zobaczcie, że możecie nie mieć siły i zapału, bo czujecie się gorzej, bo macie mniej energii.

Nie zawsze taka byłam dla siebie, ale odkąd łagodnie się sobą opiekuję, zawsze prędzej czy później przychodzi „impuls” i wtedy mogę się cieszyć  – spontanicznie i wesoło, mogę się pochwalić. Dobrze pamiętam, że gdy nie było we mnie cierpliwości do siebie i zrozumienia, czułam się fatalnie. Byłam wrogiem samej siebie i zwalczałam swoje „złe cechy”. Od tamtej pory minęło sporo czasu i nie zauważyłam, abym zmieniła swój charakter. To co się zmieniło, to mój stosunek do siebie. Przestałam ze sobą walczyć, polubiłam wszystkie swoje cechy. Zrozumiałam, że jeśli nie mogę się z jakąś rozstać to dlatego, że jest ona częścią mnie, do czegoś mi służy. Nie tępię siebie za to, że nie mogę znaleźć jakiegoś rachunku, że nie wiem gdzie coś położyłam. Może i POWINNAM być inna, ale ja NIE CHCĘ być inna. Jestem sobą, jestem wyjątkowa, jedna, jedyna na ziemi, taka jaka jestem, taka jak trzeba. Popatrz na siebie w ten sposób, zobacz swoją oryginalność, doceń siebie, zrozum swoje motywy, zobacz łagodnym okiem na całość swojego życia i zobacz, że naprawdę sobie radzisz. Nie słuchaj tego głosu krytycznego wewnątrz , popatrz na siebie z balkonu, zobacz swoje życie okiem kamery. Naprawdę sobie radzisz. Czekaj na impuls i przeżywaj radość. Opiekuj się sobą, zobacz czego chcesz i zaakceptuj to.

 

  /